niedziela, 11 grudnia 2011

Niespodziewana ściana dźwięku


   Warszawski kalendarz artystyczny przełomu listopada i grudnia stał zdecydowanie pod znakiem dwóch wydarzeń, tj. z założenia, elektronicznego festiwalu Electronic Beats i występu angielskiej grupy Metronomy (której notabene jestem umiarkowanym fanem żeby nie powiedzieć, że nie lubię tego zespołu.)

   Moim osobistym gwoździem programu Electronic Beats było amerykańskie The Drums, na których koncert liczyłem już podczas wakacyjnego Openera. Na szczęście nie musiałem jechać do Gdyni by ich zobaczyć a poczekać kilka dodatkowych miesięcy było naprawdę warto. Generalnie line-up całej imprezy nie wpisywał się w żaden sposób w moje muzyczne upodobania bo nie jestem zwolennikiem elektronicznej muzyki serwowanej przez Groove Armada czy też czegoś z pogranicza hip hopu i trip popu w wykonaniu Willey’a
   Ale The Drums stanęło na wysokości zadania z jednym, jak dla mnie bardzo istotnym wyjątkiem.Występ zaczał się z pewnym opóźnieniem co jest jak najbardziej zrozumiale przy tego typu imprezach. Ale zaczęli z absolutną gitarową energią. Ku mojemu miłemu zaskoczeniu wypadli nadzwyczaj dobrze, jako że obawiałem się ciasnoty w dźwiękach gitary a okazało się, że gitary wypadły na poziomie godnym Interpol i Editors. Była słyszalna wielka przestrzeń w dźwięku delayowej gitary. Rozpoczęli od utworów nowych, byłem spokojny, wiedząc, że to preludium w stosunku do tego co za chwile się stanie czyli I felt stupid albo Down By The Water czy me and the moon. I z wielkim smutkiem nie doczekałem się I felt stupid.
   To utwór do którego mam olbrzymi sentyment bo to od niego zaczęła się moja znajomość znajomość The Drums. O moim fanatycznym stosunku do tego utworu świadczy fakt, że w last.fmowej statystyce słuchałem go ponad 700 razy.

   Niedosyt mogła pozostawiać nieubłagana specyfika tego festiwalu, tzn. artyści schodzą ze sceny i już na nią nie wracają. Po chwili od odejścia muzyków od instrumentów, zapalają się światła i na scenie pojawia się ekipa techniczna co rozmywa wszelkie złudzenia tych którzy liczyli na bis.
   Jak już wspomniałem, brak mojego ulubionego utworu sprawił, że nie czułem się w pełni nasycony tym koncertem jednak to co zagrali, zagrali perfekcyjnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz